niedziela, 23 listopada 2008

Znowu trochę o GMailu

GMail działa i ma się dobrze, mimo że formalnie jest to wciąż wersja beta. Ja mam tę przyjemność, że GMaila używam poprzez Google Applications for Domain - czyli że adres e-mailowy mam w swojej domenie. Ma to swoje oczywiste plusy, ma też, niestety, parę wad. Wady spowodowane są tym, że Google nowe możliwości swoich aplikacji najpierw wdraża w usługach, pod którymi się w pełni podpisuje, czyli na przykład w ogólnodostępnym GMailu.


Po tym, jak wprowadzona została obsługa IMAP dla wszystkich użytkowników GMaila, ja musiałem poczekać jakiś czas, aby ta funkcjonalność była dostępna również dla mnie. Tak samo jest teraz, gdy wielkim echem po całym Internecie (przynajmniej po tym fragmencie, który regularnie przeglądam) przetoczyła się informacja, że można będzie użyć różnych kompozycji wizualnych. W mojej domenie to jest jeszcze niedostępne.

Natomiast ciekawa jest kwestia funkcji, które i tak nie zostały jeszcze dodane do normalnego GMaila, czyli "Labs". Pod tą zbiorczą nazwą kryją się drobne rozszerzenia, spośród których jednak niektóre okazują się być bardzo przydatnymi. Włączenie rzeczonych rozszerzeń w ogóle jest niedostępne poprzez polski interfejs. Wystarczy jednak ustawić sobie język GMaila na "English (US)", uruchomić wybrane rozszerzenia i wrócić do języka ojczystego. Rozszerzenia będą działały. Warte uwagi są:
  • rozszerzene ustawienia dla protokołu IMAP,
  • domyślne odpowiadanie wszystkim, nie tylko nadawcy,
  • dodanie małych okienek wyświetlających kalendarz użytkownika (Google Calendar) oraz ostatnio edytowane przezeń dokumenty (Google Docs).
Podsumowując - dostęp do nowych funkcjonalności tworzonych przez Google zawsze najpóźniej uzyskają używający Google Apps for Domain oraz ci, którzy wyświetlają aplikacje w języku innym niż polski. Niestety, zaliczam się do obu tych grup.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz